czwartek, 2 sierpnia 2012

Nutka wspomnienia przed sezonem

Nowy sezon za pasem, jeszcze tylko dosłownie kilkadziesiąt godzin i zmagania w pierwszej lidze zaczną nasi piłkarze. Niestety w haśle "Pierwsza liga wraca po 18 latach do Tychów" jest mały haczyk. Do ligi owszem wracają tyscy piłkarze, ale liga nie wraca do Tychów. A to wszystko za sprawą miłościwie nam panujących władz miasta które od lat obiecują stadion, baa nawet już wyprowadzili drużynę do Jaworzna, ale na Edukacji nie wbito nawet łopaty. No ale nie o tym dziś chciałem, ponarzekam na tą całą urzędniczą zgraję kiedy indziej.
Dziś o wspomnieniach, o tym jak to wszystko się zaczęło, a było to chyba całe wieki temu. Pierwszych meczy jeszcze wtedy właśnie w ówczesnej II lidze (dziś I) za bardzo nie pamiętam. Potem przyszła na moment do Tychów ekstraklasa. Co prawda w dzisiejszych czasach byłoby to nie do pomyślenia bo przecież to była fuzja, no ale wtedy inaczej na to patrzano. Pierwsze świadome mecze, pierwsze zafascynowanie młynem, no i pierwsze wyjazdy. Piękne to były czasy. Doskonale oflagowany płot, fany naszych FC z Bierunia czy Murcek, legendarna "Królowie Śląska GKS Tychy Polska" i Polish Power z celtykiem. Głośny doping na każdym meczu, prawie każdy wyposażony w szalik, większość też w nieśmiertelne kurtki flyersy. To wtedy chyba załapałem na 100% tego kibolskiego bakcyla.
I stadion, zwykły pokomunistyczny, z bieżnią i nieużywaną krytą. To wtedy na prostej pojawiły się zielone krzesełka, to wtedy nasz młyn usadowiony za bramką był jednym z lepszych na Śląsku i napewno w czołówce Polski. Potem przyszedł wielki upadek i na kilkanaście lat pochłonęły nas V, IV i potem II liga. Zmieniały się nazwy drużyny, zmieniały się zarządy i piłkarze, wielu kibiców przewinęło się przez te lata. A stadion z roku na rok coraz bardziej niszczał. Na krytą wchodziliśmy czasem na patencie bo ogólnie to rosła tam trawa i pół Polski się śmiało że w Tychach mają pastwisko pod dachem. Łuk otworzyli nam tylko raz, na pucharowe starcie z psiakami z wisły. Przez te wszystkie lata ja trwałem na tej naszej ruinie która się nawet dorobiła nazwy "Estadio de Ruina". Znałem każde miejsce tego stadionu, każdy zakamarek i krzesełko. Przez lata to był mój i nie tylko mój drugi dom. I niszczał, z dnia na dzień był w coraz gorszym stanie, a dla mnie jednak najlepszym. To tu rozkręcaliśmy fajną awanturkę z ochroniarkami na Rakowie, to tu atakowaliśmy Zagłebię. To tu debiutowało wiele naszych świetnych fan, a także to tutaj na Sektorze F naszej ruiny powstawały pierwsze oprawy ultrasów z Ultra Warriors,a potem chłopaków z TNG.
Wreszcie nam zamknęli nasz dom, to już ponad rok jak stoi pusty i jeszcze bardziej straszy. A ja tęsknię za tą naszą ruinką. Za tymi wszystkimi chwilami które tam spędziłem wraz z bandą dobrych i trochę nienormalnych wariatów. Bo któż normalny spędzałby każde sobotnie popołudnie drąc morde na stadionie gdzie z automatu po wejściu na sektor miałeś ujebane wszystko od sypiących się krzesełek. Ktoś może powie że w końcu nastąpi taki dzień i wybudują nam stadion, nowy pachnący świeżością, ze składanymi krzesełkami i dachem. Ale tam już nie będzie tej specyficznej atmosfery, to już nie będzie miejsce dla hardcorów którym było obojętne czy sypie śnieg czy jest skwar, czy leje wiadrami czy jest -15 stopni. A to wszystko mieliśmy okazję przeżyć na naszej ziemi. Na naszych trybunach, na których sie wychowaliśmy, które były naszym drugim domem, gdzie straciliśmy masę zdrowia, serca i czasem łez. To było moje miejsce które kocham i zawsze będę kochał. Bynajmniej nie jestem przeciwko budowie stadionu, bo przecież atmosfere tworzą ludzie to i tam jakoś to będzie. Ale jestem przeciwny temu by nasza święta ziemia była szargana i niszczała, by nikt z tym nic nie robił...

niedziela, 8 lipca 2012

Stare dzieje: Wawel Wirek-GKS Tychy

W tym roku minęło 10 lat od tego meczu. Niby zwykły ligowy szary mecz, ale jednak nie do końca.
Początek rundy wiosennej wypadł w zimowej scenerii. Umawiamy się na dworcu i w ok. 60 osób ruszamy do Rudy Śląskiej, W Mikołowie jak było do przewidzenia "witamy" się z Ruchem, kilka kopów i chorzowscy się zrywają, my możemy spokojnie i o dziwo dalej jechać. Na Halembie czekamy na autobus w mniejszych grupkach, wszyscy oczywiście są bez barw, no ja na chwilkę ubrałem komin ŁKSu ale jednak nie chcieliśmy się dać wyczaić więc został schowany. Wreszcie ruszyliśmy na Wirek. Do meczu jeszcze ze dwie godziny. Starzy porozsiadali się w knajpce w okolicy stadionu, a my młodzi heh jak to młodzi postanowiliśmy pobuszować trochę. Dzielimy się na trzy mniejsze grupki i idziemy na dzielnice. Nie trzeba było długo szukać jak nasza grupa trafia Ruch. Krótka wymiana kamieni z Niebieskimi i musimy się zrywać. Szybko odnajdujemy się z resztą naszych i teraz to już my jesteśmy stroną atakującą. Niestety zapędziliśmy się trochę za daleko i parę aut z chorzowskimi goni nas ze sprzętem. Musimy się zrywać do knajpy, zresztą mecz już niedługo. Na samo spotkanie wchodzimy przy konkretnej śnieżycy, jedni wchodzą przez płot, inni wjeżdżają z bramą. Miejscowy prezes jednak nie chce problemów i przynosi nam na sektor bilety. W pierwszej połowie pod stadionem widzimy jeszcze czających się kibiców Ruchu których gonimy. W przerwie zmienia właściciela jedna z krat piwa ze sklepu obok stadionu. Psiarnia chce zawinąć nowych właścicieli i zaczyna się regularna bitwa, po naszej stronie bronią kamienie i trochę ogrodzenia. Milicjanci mają na wyposażeniu shot guny i to przesądza wynik tej wojenki. W czasie gdy cała awantura się skończyła część z nas w wiadomy sobie tylko sposób wyparowała. Niestety psiarnia zawinęła 3 z nas na dłuższy pobyt w Rudzie Śląskiej.
Wyniku meczu oczywiście nie pamiętam, to akurat nieważne. Tamten mecz może i był tylko ligowym szarym meczem, ale był też częścią wspaniałych przygód jakie dane mi przeżywać z ukochanym klubem. Nieważne to że w celi było zimno i twardo, nieważne to że wpiedol jaki zebrałem na dołku i przesłuchaniu długo się goił. WAŻNE ŻE OD LAT WIERNIE TRWAM W TYM CO KOCHAM!!!

czwartek, 14 czerwca 2012

€uro 2012

Już kilka dni trwa Euro to i czas napisać parę słów o imprezie którą się jarają głównie janusze i ludziki co w życiu na meczu nie byli.  No ale nie będzie tylko narzekania więc zaczynamy.

czwartek, 31 maja 2012

WALKA!!!

Zwykły ligowy wyjazd. Kolejne odwiedziny miasta X w ostatnich paru latach. Od dawna wiadome było że ochrona lubi tam robić problemy, ale generalnie tylko na wejściu. Potem odsuwają się w cień i już można bez zbędnego ciężaru kibicować.
Niestety ten weekend dla mnie nie był typowym ligowym meczem. To był jak się potem okazało policyjny pokaz siły na wszystkich stadionach. Bo to właśnie tego dnia Adam Rapacki tak ochoczo namawiał komendantów wojewódzkich do rozdawania zakazów. No ale do rzeczy. Mecz jak mecz, na boisku nuda, doping w pierwszej połowie nie powala na kolana. Coś trzeba z tym zrobić. Druga połowa i wraz z megafonem ląduje na płocie, od razu łatwiej ogarnąć śpiewanie i teraz wreszcie jest OK. Niestety sielanka nie trwa długo i po kilku minutach jeden z naszych ultrasów daje mi cynka że ochrona zaczyna kminić jakby mnie z tego płotu zgarnąć. Trzeba było zejść.

poniedziałek, 21 maja 2012

Powrót po latach!

Po 18 latach (czasów Sokoła nie liczę) wracamy do wielkiej polskiej piłki. Może to jeszcze nie Extraklasa, ale drugi poziom rozgrywek dla klubu który od lat pałeta się po wsiach to już dużo. No tak awans zdobyty ale co dalej? Nie mamy stadionu, a w obietnice prezydenta już chyba mało kto wierzy. Kibicowsko przez to też szału nie robimy. Ostatni sezon i wieczne granie na wyjeździe nie pomogły. Frekwencja na poziomie od 150 do 1000 osób na meczach "u siebie" w Jaworznie nie powala na kolana. Na pewno nie jest tak jakby chcieli niektórzy to widzieć że nie zasłużyliśmy. Bo jeśli by tak myśleć to takich klubów jak Stróże czy Nieciecza w ogóle nie powinno być, ale do średniaka ligowego kibicowsko sporo nam brakuje. Może jedno nas stawia wyżej od tych ligowych przeciętniaków. Napewno są to oprawy. Nasi Ultrasi od lat wykonują kawał dobrej roboty i za to wielkie dla nich brawa, szacunek i uznanie. W kwestii dopingu ciężko mi się wypowiadać ale jest również całkiem dobrze. Praca którą zaczęliśmy przed laty daje efekty i tylko czasami można się jeszcze przyczepić że coś jest nie tak. Ale samymi oprawami i śpiewaniem w czasami kilkadziesiąt osób szału na drugim poziomie rozgrywek nie zrobimy.
Od dziś za to mogę wam publicznie obiecać częściej pisać, ach to szaleństwo blogowania przez telefon :) i w następnyc odcinach powspominam jak to było te kilkanaście lat temu w okręgówce. Trzymajcie się!

środa, 30 marca 2011

Wkurwienie

Długi czas milczałem. Miałem ochotę nawet zamknąć tego bloga w cholere, bo roboty ostatnio dużo, a czasu bardzo mało. Wracam bo coraz bardziej mnie wszystko wkurza ostatnio.
No więc po kolei. Tyszanie zdobyli wicemistrza Polski w hokeja. Niektórzy pewnie powiedzą: "znów tylko vice" ale przed sezonem każdy by brał to w ciemno.
Piłkarze rozpoczęli rundę wiosenną. Poszło z poślizgiem bo jak zwykle zima zaskoczyła terminarz PZPN. No przecież to takie dziwne że w marcu w Polsce pada śnieg. Widać chłopakom od Grzesia Laty za bardzo przygrzało na wakacjach. Jak już piłkarze mieli zagrać przeciwko Czarnym Żagań, to nasz ulubieniec Albin Wira nie starał się ogarnąć swoich obowiązków. Doszło do tego że płyte stadionu przed meczem przygotowywali kibice wspólnie z ochroną. Albin w tym czasie najebany jak Messerschmidt twierdził że grać się nie da. Piłkarze zagrali i przegrali co prawda 1-2 ale wreszcie runda wystartowała.
Tydzień po bojach z Czarnymi nasi wybrali się do Wałbrzycha. Oczywiście i w tym przypadku nie mogło pójść normalnie. Tydzień przed meczem PZPN zamknął dla publiki stadion Górnika. Obserwatorowi coś się nie podobało jak Górniki grały z Zawiszą. Skoro mecz bez kibiców to większość sobie zaplanowała inne spędzenie tego weekendu. W piątek dzień przed meczem o godzinie 15 PZPN odwołuje swoją decyzję i na mecz można normalnie wejść. Szkoda tylko że tak wcześnie sie obudzili i na wyjeździe było 36 osób. Jebane dziady zrobiły mi jedno zero wyjazdowe.
Na tym meczu zabrakło również trenera tyszan Adama N. Treneiro został zatrzymany za jazde i ucieczkę przed policją w stanie... hmm nietrzeźwość to chyba za małe słowo na ponad 3 promile.
Jedynym pozytywem piłkarskim ostatnich dni to to że polscy kibole-hunowie porządzili sobie perfekcyjnie na Litwie. Kowno zdecydowanie należało do naszych hools i nie bez wstydu można zacytować to co po meczu powiedział jeden z naszych "gdyby dali nam broń to przyłączylibyśmy spowrotem Litwe do Polski".

piątek, 4 marca 2011

To znowu ja

No to w końcu po ciężkich bojach tyszanie awansowali, po roku przerwy do finału PLH. Tradycyjnie spotkamy się tam z braćmi z Cracovii. Na ostatnim meczu półfinałów z Unią prowadziliśmy mały protest przeciwko zachowaniu naszych grajków. Gwiazdeczki się poobrażały na nas jak graliśmy ze Stocznią i po każdym meczu uciekali do szatni. Dlatego na ostatnim meczu z Unia w pierwszej tercji nie mamy młyna ( został zupełnie pusty ) wisi tylko trans: SZANUJ KIBICA SWEGO, BO MOŻESZ NIE MIEĆ ŻADNEGO.
Tak niestety to prawda, rzadko się ostatnio zdarza żeby zawodnicy szanowali kibiców swojego klubu. Kiedyś było nie do pomyślenia w ogóle żeby taka sytuacja miała miejsce. U nas przeprowadzono rozmowę wychowawczą z gwiazdeczkami i po meczu już normalnie podziękowali nam za doping. Bo prawda taka że niektórzy szalikowcy zostawiają więcej serca i zdrowia na trybunach, niż grajki na lodzie.
Teraz już tylko czekam na finały rozpoczynające się w poniedziałek. Jutro mieliśmy grać z Elaną, ale niestety typowo po ligowemu przełożyli nam mecz na inny termin. Komuś było zimno mimo iż temperatura na plusie od kilku dni... Tak więc niezwykle ciekawy pojedynek zobaczymy sobie w jakąś środę, już pewnie bez kibiców gości. AGAINST MODERN FOOTBALL

środa, 23 lutego 2011

Legenda

Legendarny piłkarz Glasgow Rangers od przyszłego sezonu zasiądzie na ławce The Gers jako trener. Ally McCoist zmieni na tym stanowisku swojego nauczyciela trenerskiego fachu Waltera Smitha. Ally karierę zacznał w St. Johnstone, potem trafił do Sunderlandu a w 1983 roku na Ibrox. Przez 15 lat gry w niebieskich barwach zaliczył 418 występów i 251 bramek.

A tyszanie wygrali jedno spotkanie w Oświęcimiu i już w piątek prawdopodobnie ostatnie starcie z Unią na tyskim lodowisku.

Był Będzie Jest...

niedziela, 20 lutego 2011

Pierwszy półfinał

Powiało w Tychach starymi czasami. Półfinał Play off z Unia. Szkoda że bez gości jak zwykle. Od samego początku meczu głośny doping, powitanie unitów to głośne chuj przy każdym nazwisku. Sporo bluzgów. Tak tak zaraz sie pokolenie internetu oburzy że to tyski kompleks unii... Żaden kompleks panowie, zwykły mecz z rywalem wiec niech sie nikt nie spodziewa teatralnego zachowania w stylu modern football. Bardzo dobra gra naszych "gwiazdeczek", szkoda tylko że się obrazili i nie podziękowali kolejny raz za doping. Teraz ograć chamów dwa razy w Auschwitz i gramy finały :)

Piszę a właśnie Rangersi dostają na Katol Park 2-0 od komuszków. Ech znów "kibice" Celticu z czasów Boruca i Żurawskiego będą się puszyć jak pawie. No chyba że się wkońcu Rangersi obudzą.

wtorek, 15 lutego 2011

Mamy półfinał

Tyskie "gwiazdki" hokejowe uporały się w końcu z drużyną juniorów z Gdańska. Po dość ciężkim boju tyszanie wygrali dziś po raz trzeci. Zacięte spotkanie, dwa błędy Arka Sobeckiego, kara meczu (no cóż polski hokej) dla Simicka. Na 23 sekundy przed końcem spotkania tyszanie strzelili bramkę. Sędzia jednak nie był pewny co do słuszności tego gola i poprosił (po raz drugi w tym meczu) o powtórkę wideo. To już trzecia taka powtórka w tych Play-off a nasz obsługujący video chyba nadal nie ogarnia co i jak. Bo tak samo jak poprzednio przez kilka długich minut nie ma decyzji. W końcu sędzia wyjeżdża na lód i wskazuje na środek tafli. Jeeessssstttttt...

A tak z mniej sportowych relacji to:
- trener Stoczni - pan Obłój (hmm na miano pana to chyba jednak nie zasłużył) to strasznie napinkowy gość. Ja rozumiem, chłop się cieszy z gola swojej drużyny ale gesty pokazywane kibicom zza jego boksu czyli z młyna to dość mocny przykład jego wrodzonego debilizmu. Oj panie Obłoj więcej profesjonalizmu.
- zawodnicy Stoczni - Marzec i Chmielewski - chyba zapatrzeni w swojego guru Obłoja, niestety Ci bardziej wymiękli gdyż po kilku słowach skulili młode ogonki i uciekli w inną część boksu,
- niestety znów bardzo średnia liczba kibiców w młynie... ech znów na lepsze mecze będzie masa niedojebanych pikników którzy nie wiedzą czego chcą.
- wielki minus dla naszych graczy za obrazę na nas i nie fetowanie wspólnie zwycięstwa, woleli posłuchać Metallici w szatni.

Do następnego

środa, 2 lutego 2011

Dokąd zmierza "polskie" ultras?

Ruch ultras narodził się we Włoszech w latach 60. ubiegłego wieku. Włoscy tifosi zapoczątkowali coś co w szybkim tempie rozeszło się po Świecie. Do Polski dotarło to dość późno bo w zasadzie dopiero od lat 90. można zaobserwować to zjawisko. Z założenia ultras to organizowanie dopingu, miłość do ukochanej drużyny niezależnie od tego jak gra, poszanowanie barw klubowych ale także i walka za te barwy, bronienie ich. Najważniejsza w ruchu jednak jest niezależność, samowystarczalność, nie zawsze zgodna z normami społecznymi.
Właśnie w latach 90. po raz pierwszy na polskich trybunach zaobserwowaliśmy czy to jakieś niewielkie oprawy czy pirotechnikę. Wtedy w zasadzie słowa "hooligans" i "ultras" znaczyły to samo. Młyny były wypełnione właśnie takimi prawdziwymi ultrasami.  Każdy dopingował swój klub, każdy brał udział w oprawie ale i każdy w potrzebie za niego walczył. Nikt nie patrzał na to co napiszą w gazetach po meczu. Nie było kalkulacji w stylu "tam nie jedziemy, bo ciężki teren". Kiedyś ultrasem był ten kto się nim czuł.
A jak jest teraz???
Ultrasi XXI wieku bo tak chyba trzeba ich określić. W dzisiejszych czasach ultrasami określa się grupy ludzi od organizacji opraw. Grupy hooligans zajęły się swoją działką i coraz częściej można ich wogóle nie spotkać na stadionie. No więc kim są Ci którzy nie działają w bojówkach hools, ani nie należą do grupy ultras? Jak ich określić? Piknikami nie są bo przecież do młyna idą i zdzierają gardła za klub. Baa nie jeden pewnie zawalczy na mieście o swoje barwy. No więc kim oni są? Za to znowuż można znaleźć takich którzy działają w nowoczesnych ultra grupach a barwy oddali by z pochyloną głową.  Kto jest więc większym ultrasem?
W ogóle te nowoczesne ultras jakoś odbiega od tego prawdziwego. Ugrzecznione oprawy, haha dawno już nie było w Polsce oprawy mocno (wulgarnie nawet) wymierzonej we wroga. A przecież nie o to chodzi by podnieść tysiąc kartoników, a o to by miało to jakiś przekaz. Niektóre grupy poszły w swym dziwnym zachowaniu znacznie dalej i np. są wspierane finansowo czy to z klubu czy to z UE. Tu już całkiem zatracają sens swojej idei jako grup samowystarczalnych. Inną jeszcze sprawą jest dokładnie przygotowywanie się do wszystkiego, oprawy co do minuty, sterowane niczym w jakimś teatrze. A gdzie spontaniczność, a gdzie w tym wszystkim zabawa.  Tego wszystkiego coraz bardziej brak. Brak spontanu w niektórych ekipach zaczyna powoli przypominać już nie ultras a raczej niedzielne szkółki. Tego nie wolno, to nie wypada, a to jeszcze komuś nie pasuje. Czy o to chodzi?? Co nas obchodzi co wolno co nie? To my rządzimy swoją trybuną więc to my ustalamy zasady. Niedługo ultrasi dojdą do wniosku że nie wypada na meczu Legia-Widzew zaśpiewać: "Jude jude jude RTS". A stąd już niedaleka droga by przypominać publiczkę tę ze skoków Małysza czy siatkówki z których tak się śmiejemy. Ultra to nie jest robienie z siebie na siłe tych dobrych, tych chwalonych. Ultra to robienie tego co się kocha najlepiej jak się potrafi. Ultra to nie rekordy w największej liczbie kartonów, najdłuższej sektorówce czy najlepiej śpiewanej PAOKARZE. Ultras to dążenie do tego by było nas jak najwięcej, jak najwięcej zdrowo pierdolniętych fanatyków którzy nie poddają się systemowi jak masy ludzi bez kręgosłupa. Tego wam wszystkim i sobie również życzę.

wtorek, 1 lutego 2011

Politycznie

Dziś trochę o tym co mnie w kraju denerwuje. Zawsze byłem nastawiony mocno nacjonalistycznie. Wiem jestem rasistą, antysemitą i jak tam jeszcze chcecie. Ale czy to jest złe? Co jest złego w tym że nienawidzę tych którzy przyjeżdżają do mojego kraju choć nikt ich tu nie zaprasza. Najgorsze w tym wszystkim jest to że rząd pomaga brudasom z Rumunii, Armenii, Czeczenii i innych tego typu, a nie potrafi pomóc swoim obywatelom. No tak bardziej medialne będzie oddanie mieszkania Cyganom którzy zrobią w nim melinę niż biednej polskiej rodzinie. Demokracja to dziwka, mówiłem to już dawno temu. Sprzedajni politycy za następną kadencję daliby się pociąć byleby tylko znów dorwać się do żłoba. I właśnie te dziwki sprzedajne tak ładnie zwane politykami zapewniają nam rozrywki w stylu pomocy humanitarnej dla czarnuchów, zapewnianiu mieszkań dla brudasów. Już bym wolał silną rękę u władzy byleby ta władza była nacjonalistyczna. Nie ma idealnego ustroju, jeden ogranicza prawa obywatelskie, drugi zaś te prawa daje wszystkim. Bo ja się pytam jakie prawo ma czarnuch który całe życie spędził w buszu żeby chodzić po mojej ziemi? Nie po to dumni moi przodkowie wyganiali z tych ziem Mongołów, Turasów i Szwedów żeby teraz oni tu przyjeżdżali i czuli się jak u siebie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to że młode polskie społeczeństwo na siłę chce doganiać zachód Europy. Jak widzę na ulicy tolerancyjną lewacką młodzież to rzygać mi się chce. Kiedy oni zrozumieją że TOLERANCJA JEST CECHĄ LUDZI BEZ PRZEKONAŃ. Bo jakie można mieć przekonania kochając każdego i wszystko akceptując? Ech gdyby można te całe młode pokolenie przenieść do przełomu lat 80 i 90 i nauczyć przy pomocy glanów szacunku dla swej rasy, ziemi i przodków.
Gdzie się podziały polskie nasze tradycje. Teraz łatwiej spotkać na ulicy chłopaka (a może jednak to już niewiasta) w różowej koszulce niż prawdziwego mężczyznę który zachowuje się i wyg;ąda jak facet.
Młodzież już nie bawi się jak polska tradycja nakazuje przy wódce, oni wolą jarać zioło jak bambusy ze swoimi szamanami i wciągać kilogramy koksu. Dokąd ten świat zmierza??? Mogę mieć tylko nadzieję że tak myślących jak ja jest więcej. Że to właśnie my wychowamy nasze dzieci tak jak nakazuje tradycja i że to one będą przyszłością tego narodu, narodu który coraz bardziej ginie, który jest coraz bardziej europejski niż POLSKI.

Wow zacząłem o polityce, skończyłem na marzeniach o przyszłości.

środa, 26 stycznia 2011

Veni Vidi Vici

Ten sławny cytat Juliusza mogą sobie spokojnie powiedzieć chłopaki po wczorajszym meczu. Męczyli się strasznie (na własne życzenie) ale Victoria była więc spełnili zakładany cel. Kibicowsko ciekawiej niż zwykle. Zagłebie wystawia dobry młyn. Dopingują w miarę w miarę choć bębniarza to muszą zwolnić :) nas nieco ponad setka. W końcu nie był to mecz z natury tych "dwaj wrogowie, ale kulturka będzie". Zagłębie ciśnie nas od początku meczu, my ich ciśniemy w III tercji i o to chodzi by nienawiść pokazywać na każdy sposób. Zagłębie odstawia na koniec małą pokazóweczką sparując z ochroną ale wszystko rozchodzi się po kościach i gazie. Oby więcej takich wyjazdów. Choć mała namiastka dobrych starych czasów gdzie nie było pierdolenia o kulturze, tolerancji i innych nowoczesności. Wróg to wróg.

wtorek, 25 stycznia 2011

Na wyjeździk

Ech znowuż dawno wam nie trułem tyłka :) jakoś tak ciężko mi załapać rytm pisarski jak za dawnych czasów.  Wtorek, początek tygodnia a ja za kilka chwil pędzę na wyjazd. Niby tylko hokejowy ale za to przynajmniej z Zagłębiem. Znów będzie można poczuć choć nutkę wyjazdowego smaku. Oby wiosna nadeszła szybko bo piłkarskie obiekty czekają.

czwartek, 13 stycznia 2011

Zapomniane świątynie.

Stadion, nasza świątynia. Dla każdego piłkarskiego fana stadion to najważniejsze miejsce na ziemi. Obecnie jak grzyby po deszczu wyrastają nam w Polsce nowe świetne stadiony. Ale czy będą miały tego ducha co nasze stare ruiny? Czy jakikolwiek stadion będzie miał ten sam co nasz stary? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie bo póki co jeszcze mój klub gra na ruinie. Z jednej strony bardzo bym chciał żeby powstał nowy, czysty i przystosowany stadion, ale z drugiej to czy będzie miał ten sam klimacik co jedyny w Polsce obiekt z trawa na trybunie krytej? Stare stadiony miały to coś. Płot zbudowany z jakiś kątowników i rur. Sypiący się tu i ówdzie beton na łuku. Takie właśnie stare stadiony często są powodem do dumy. Warto by było żeby nie zapomnieć gdzie się grało kiedyś. Szczególnie tą pamięć widzi się w ojczyźnie futbolu - Anglii. Ileż było smutku gdy przebudowywano Wembley wiedzą chyba tylko Londyńczycy. Stare Main Road Manchesteru City czy Highbury Arsenalu powodowało że kibice naprawdę byli 12 zawodnikiem a teraz? A teraz się czują jak w teatrze. Mi osobiście ostatnio wpadły w ręce fotki bardzo starego obiektu z Glasgow. Cathkin Park służył piłkarzom do lat 60. ubiegłego wieku.

Aż chciałoby się poczuć atmosferę tamtych meczy. Niestety teraz jest to ruina która pewnie zostałaby całkiem zapomniana gdyby nie to że w zeszłym roku tym obiektem zainteresowała się drużynka Lokomotiv Glasgow i obecnie tam gra. Teraz stadion wygląda już tylko jak wiejskie boisko ale przynajmniej pamięć o nim pozostała
Cathkin Park 2010
.Szkoda że tak nie dzieje się w Polsce i takie stadiony jak stary stadion Lecha Poznań, sławna gdyńska Górka to już tylko we wspomnieniach starszych fanów żyją. W Poznaniu stadionik niszczeje każdego dnia w Gdyni Górka ogląda zmagania tenisowe... Choć jest jeden chlubny przykład. Kibice Zagłebia Wałbrzych reaktywowali swój zespół i ich stadion znów żyje futbolowym życiem

niedziela, 9 stycznia 2011

Sobotnią nocą.

O poranku obudziła mnie informacja że ŁKS rozjebał żydków na trasie. Wpierw radość, cholerna radość że w końcu czerwoni zostali odstawieni do szeregu. Niestety później dowiaduje się o tym że jeden z Widzewiaków nie żyje. Nie ważne czy został skopany czy miał zawał. Szkoda kibica, parę dni temu pisałem o fanatyźmie, o tym że nie ma nic ważniejszego niż klub, a teraz takie info. No cóż takie jest życie. Wyborcza z TVNem będą miały pożywkę na następne kilka miesięcy. Każdy ma zapisane gdzieś tam, choć nie zna dnia i godziny. Pozostaje tylko mieć nadzieję że to już ten ostatni, że więcej nikt nie z fanatyków nie odda życia, choć wiem że to tylko głupia nadzieja i w tym roku jeszcze kilka razy o tym napiszę.

To w ogóle była dziwna sobota, wpierw radość, potem zakłopotanie a na koniec dnia smutek... Millwall przegrał dziś u siebie w Pucharze Anglii aż 1-4 i to w dodatku z Birmingham... Zulusi pewnie do teraz drą swoje szczęśliwe zachlane mordy wracając na Północ.

piątek, 31 grudnia 2010

Fanatykiem być.

Być fanatykiem. Co to tak naprawdę znaczy? Wedle naukowców to ślepa, bezkrytyczna wiara w poglądy przejawiająca się nietolerancją i pogwałceniem norm społecznych.

Ale to tylko zdanie naukowców którzy fanatykami nigdy nie byli. Bardzo nie lubię używania pojęcia fanatyzmu w złym świetle. Bardzo nie lubię też nadużywania tego określenia. Tak naprawdę niewielu jest fanatyków klubowych na trybunach stadionów. Czy ja nim jestem? Bardzo bym chciał ale nie do końca jestem pewny czy zasługuję na to określenie. Fanatyzm klubowy to wiara w barwy, podporządkowanie życia by tym barwom być wierny w każdej chwili. Bo któż inny jak nie fanatyk pojedzie ze drużyną w środku tygodnia setki kilometrów od domu by zobaczyć jak ta przegrywa lub wygrywa. Zawsze broniłem honoru swego klubu jak była taka potrzeba. Zawsze byłem mu wierny przez te lata, nieważne czy grał w V lidze czy zdobywał hokejowego mistrza. Dziesieć lat temu na wyjazdy jeździło nas kilkunastu lub kilkudziesięciu. Bo któż jak nie fanatyk miał ochotę jechać na wioske gdzie krowy pasą się na boisku oglądać mecz zamiast iść na piwo z kolegami.
Fanatycy to dla mnie Ci najbardziej elitarni kibole. Są z klubem na dobre i na złe. W każdej lidze, po każdej porażce. Kibic przyjdzie, poogląda, czasem nawet coś krzyknie, ale jak drużyna będzie grała w wieś lidze i dostawała bęcki od LZS Wichry Dolne to zapomni gdzie jest stadion a fanatyk zawsze tam będzie.
Bycie fanatykiem wcale nie oznacza nienawiści. To wyświechtany slogan ludzi bez kręgosłupa. Ale nie oznacza też tolerancji. Fanatyk jest oddany swoim przekonaniom, ale nigdy nie przekona się go by tolerował przekonania innych. I nie chodzi tu o to by być bandytą w stylu Taliba, a o to żeby nasza wiara była tą jedyną właściwą. Zdanie innych się nie liczy ważne jest tylko to co w nas samych. Co mnie obchodzi że jakaś baba z zakupami nazwie mnie bandytą bo idę w lato w szalu swojej kochanej drużyny na mecz. Mam gdzieś jej zdanie bo jej jedyna wiara w życiu to wiara w Ojca Tadeusza. Liczę się tylko ja i to co kocham.

wtorek, 21 grudnia 2010

Druga Anglia? Nam nie grozi.

Ileż to razy w mediach słyszymy że Anglicy sobie tak wspaniale poradzili z chuligaństwem stadionowym. Ile to razy po większej lub mniejszej zadymie u nas w kraju mówi się że hołota znów rozrabia i trzeba zmieniać prawo.
Wyspiarzy stawia się za wzór jako tych którzy poradzili sobie z kibolami. Gówno prawda a nie sobie poradzili. Fakt że stadiony wielki teamów wypełnione są raczej piknikowym towarzystwem ale wyspiarscy hoolies mają się dobrze, ba uczą się europejskiego stylu chuligaństwa. Firmy zeszły do podziemia i teraz to tam najwięcej się dzieje. W TV Angielskich chuliganów pokazuję się jako panów z brzuszkami rzucających piwem czy krzesłem pod pubem, a prawda jest zgoła odmienna. Wyspiarze coraz częściej specjalizują się w sztukach walki ulicznej, coraz więcej czasu spędzaja na siłowni. Przykładowo szkółke bokserką Hibernianu Edynburg prowadzi mistrz Wlk. Brytanii w boksie. Typowe kontynentalne klimaty. I nie jest też tak że tylko na ulicach są rozróby meczowe. Tak jest ich najwiecej to fakt ale na stadionie też angole potrafią przywalić. Nie tak dawne derby Birmingham pokazały że i na Wyspach można pobiegać po murawie, porzucać racami czy krzesełkami i to w zasadzie bez konsekwencji. Bo kto odważy się dać zakazy stadionowe ponad 50% swoich fanów? Stare angielskie chuligaństwo wraca znów na swe szanowane w Europie miejsce.
Ale nie tylko chuligańsko u Anglików dobrze. Również i organizacyjnie wiele się tam polepszyło. Wszelkie inicjatywy kibiców w myśl zasady: "Against Modern Football" są na coraz lepszej drodze do sukcesu. Kibice Man Utd wpierw bojkotowali barwy wracając do tych historycznych a potem założyli swój własny klub. Kibicom Wimbledonu sprzedano klubu. Ci jednak nie dość że założyli swój to jeszcze wywalczyli w sądzie prawa do wszystkich tytułów zdobytych przez Dons.
Więc nie ma tak źle z Angolami jak to media kreują a co jest w tym najpiekniejsze to to że dla Wyspiarzy najważniejsza jest piłka nożna. W Europie piłka często jest dodatkiem do chuliganienia czy interesów. Tam jest zupełnie odwrotnie.

sobota, 11 grudnia 2010

Rangersowo ciąg dalszy.

Poprzednio obiecałem powrócić do mojego kibicowania Rangersom. Pod tamtym postem ktoś napisał "Jak można być Polakiem i kibicować Rangersom", hehe zawsze byłem taki na przekór. Zresztą sam sobie odpowiedziałeś pisząc o faszyźmie i rasiźmie. Fakt że Celtycy komunę znają tylko z opowiadań i tv dla mnie żadnym wyznacznikiem. Każdy kto w jakikolwiek sposób promuje ten ustrój jest dla mnie pojebem dla którego nie mam krzty szacunku.

A teraz do rzeczy. Już 2 stycznia o godzinie 13.45 wielkie i oczekiwane Old Firm Derby. Ktoś się wybiera pooglądać porażkę biało zielonych? Póki co The Gers mają trzy punkty przewagi. Dziś remis z Inverness na wyjeździe 1-1. Celtic nie zagrał z powodu śniegu.

piątek, 12 listopada 2010

Wyspiarsko

Ech to nie był udany dzień dla Rangersów. Porażka aż 0-3 z Hibernianem boli jak cholera... I nie zmienia nic to że The Gers nadal liderują w tabeli. Nie zmienia nic to że celtic umoczył z Hearts przegrywając 2-0.
A skąd ta miłość do The Gers? Heh to zabawne ale zawsze lubiłem robić coś na przekór. Całe osiedle kibicowało MU to ja musiałem być za City. Wszyscy byli za Barcą a ja wolałem Real. Podobnie było z Old Firms. Ale w tym przypadku kibicowanie im trwa lata już. Nie tylko z przekory jednak wybrałem Rangersów. Zawsze byłem zadeklarowanym antykomunistą. A na Celtic park często można podziwiać szmaty z podobizną Che Fujary, czy sierpa i młota. Tak to już z tymi katolikami bywa. Niby komuna ich tępiła a Ci ją wielbią. Na Ibrox Park od zawsze było inaczej. Protestanci to nie chorągiewki. Bardzo dobre kontakty ekipy Gers z Chelsea Headhunters i Linfield powodowały to że wśród ICF poglądy loyalistyczne i rasistowskie nie były obce. Do tego tematu jeszcze kiedyś powróce.


A teraz z innej beczki, Puchar Anglii to chyba najbardziej znane rozgrywki na Świecie. Turniej o ponad stuletniej tradycji był już świadkiem wielu ciekawych niespodzianek. Nie inaczej było w tym roku. FC United pokonało Rochdale i awansowało do II rundy. W tejże II rundzie może też dojść do ciekawego i bezprecedensowego meczu. Jeśli Wimbledon pokona Ebbsfleet United, a MK Dons upora się z Stevenage to na stadionie AFC Wimbledon zagrają przeciwko sobie Ci którzy powstali z popiołu z tymi którzy ich palili. Mecz zapowiada się niezwykle ciekawie i dobrze by się stało by do niego doszło. Historia zatoczyła by koło. W końcu MK Dons to drużyna stworzona za pięniadze, która kilka lat temu wykupiła historyczny Wimbledom wraz z jego licencją, historią i trofeami. Nowemu Wimbledonowi udało się uratować trofea. Teraz czas pokazać że Dons są tylko jedni, a franczyza spod znaku MK nic nie znaczy. Już teraz wiele ekip z Anglii zaoferowało się przyjechać na ten mecz i wspierać Wimbledon.